Cześć,
chciałbym Wam opisać swój problem. Jest na tyle dziwny, że ręce mi opadają.
W sobotę pojechałem na moto do Poznania, normalna jazda. Przed wyjazdem sprawdziłem stan oleju, był max na bagnecie. W Niedzielę przed powrotem również sprawdziłem stan oleju i bagnet był suchy... Musiałem dolać 4 setki oleju... . Wróciłem do domu, wstawiłem moto do garażu i w Poniedziałek rano znowu sprawdziłem olej. Tym razem nie ubyło nic.
Zacząłem się zastanawiać jakim cudem w sobote po przejechaniu 300 kilometrów wciągło mi 400 ml oleju, a w Niedzielę po przejechaniu tej samej trasy nie ubyło nic.
Jakby się lało na chodnik raczej bym zobaczył prawie półlitrową plame oleju. Szukając w głowie czym różniła się sobota od Niedzieli. W sobotę moto stało długo na bocznej kosie, a w Niedzielę na centralce i w garażu też.
Podążając tym tropem, rozkręciłem osłonę zębatki zdawczej, było tam dużo bardzo oleistej mazi. Wiadomo syf z smaru łańcuchowego, tylko że przeważnie ten syf nie jest taki bardzo ciągliwy i oleisty jak był u mnie. Niestety nie mogłem namierzyć wycieku za zębatką z uszczelniacza wałka zdawczego.
Ktoś ma jakieś pomysły gdzie jeszcze spojrzeć ? Czy uszczelniacz da radę wymienić bez rozpoławiania skrzyni ?